Fujifilm X-Pro2 - test aparatu cz.1 (pierwsze wrażenia)
No i stało się. Jeszcze przed południem kurier przywiózł mi obiecany sprzęt od firmy Fujifilm. Jak się okazało w przesyłce znajdował się model X-Pro2 wraz z dwoma obiektywami: Fujinon XF23mm f/2 oraz potężnym 50-140mm f/2.8. Sprzęt jest oczywiście używany, co zupełnie mnie nie zaskoczyło, ale w pełni sprawny. Nie zwlekałem zbyt długo i zaraz po rozpakowaniu przeszedłem do wstępnego wymacania, co, gdzie i jak. Do body był już przymocowany pierwszy z obiektywów, szerokokątny krasnal o całkiem sympatycznej jasności. Postanowiłem nie rozdzielać przez chwilę tej pary i na niej skupić się w pierwszej kolejności.
Klasycznie, solidnie i ze smakiem
Już na pierwszy rzut oka zestaw prezentuje się... hmm... nostalgicznie. X-Pro2 w wybitnie zamierzony sposób nawiązuje do dawnych aparatów analogowych i robi to moim zdaniem bardzo udanie. Body ma zdecydowany charakter i w czasach wszechobecnej, nijakiej masówki jest "jakieś", co zazwyczaj w takich sytuacjach przysparza tyleż samo zwolenników, co przeciwników. Osobiście zapisuję się do tej pierwszej grupy, bo aparat wraz z zainstalowanym obiektywem oceniam pod względem wizualnym jak najbardziej pozytywnie. Szczególnie przypadł mi do gustu tytanowy kolor obudowy. Taka przydymiona stal z jednej strony nadaje sprzętowi klasy, a z drugiej jest bardziej subtelna od krzykliwego srebra, dzięki czemu uniknięto skojarzeń z tanim snobizmem.
Po wzięciu aparatu do rąk pozytywne wrażenie tylko się wzmacnia. Czuć, że nie oszczędzano na materiałach użytych do produkcji - głównie dlatego, że body wraz z niewielkim obiektywem wydaje się być stosunkowo ciężkie jak na swoje gabaryty. Oczywiście nie ma mowy o dźwiganiu kilku kilogramów żelastwa, ale sprzęt robi wrażenie solidnego i daleko mu do wagi piórkowej charakterystycznej dla wielu ultrazoomów. Elementy są przyjemne w dotyku. Porowata powierzchnia, którą pokryto większą część aparatu, zdecydowanie wpływa na poprawę chwytu, a z przycisków i kół nastaw korzysta się miękko, acz z wyraźnym "klikiem". W podobnych superlatywach można napisać o obiektywie, którego pierścienie ostrości oraz przysłony pracują podręcznikowo - miękko i z odczuwalnym, przyjemnym oporem. W ogóle to za pierścień przysłony należą się producentowi pochwały. W erze wszędobylskiej elektroniki i automatyki takie dobrodziejstwa spotyka się coraz rzadziej, a przecież są one nieodzownym atutem jeśli chodzi o ergonomię pracy ze sprzętem. A skoro już o ergonomii mowa...
Mnóstwo kół nastaw i ciekawych rozwiązań
Wzorem profesjonalnych lustrzanek aparatem Fujifilm X-Pro2 trybie manualnym można w pełni sterować bez konieczności wchodzenia do menu. Na szczęście nie oznacza to, że użytkownik przed zrobieniem zdjęcia będzie kilka minut zastanawiał się nad każdym przyciskiem i pokrętłem. Koła nastaw oraz pospolite "guziki" zostały rozmieszczone w taki sposób, że już po kwadransie obcowania z body zarządzanie ekspozycją, czasem migawki, ISO, trybem autofocusa lub jego blokadą prowadziłem bez konieczności odrywania oka od wizjera. Ucieszył mnie także przycisk blokady ekspozycji (AE-L), którego zwykłem często używać.
![]() |
| Koło nastaw czasu otwarcia migawki, a w jego środku ISO. Po prawej ustawimy ekspozycję. |
![]() |
| Wystający z korpusu wybierak do korekcji czasu otwarcia migawki, a obok dźwigienka do zmiany trybu wizjera. |
Wrócę na chwilę do regulacji ISO, której forma w postaci koła nastaw jest raczej rzadkością w sprzęcie fotograficznym. Znajduje się ona w tym samym kole co czas otwarcia migawki, ale by dokonać zmiany należy podnieść zewnętrzny pierścień, a następnie go obrócić. Sprytne, bo uniknięto w ten sposób konieczności dodania kolejnego zegara.
Duch analoga i nowoczesny wizjer
Pomimo stricte analogowego wyglądu Fujifilm X-Pro2 to bardzo zaawansowany technicznie aparat. Na uwagę zasługuje przede wszystkim tzw. hybrydowy wizjer, którym chwali się producent. Oferuje on tryb optyczny oraz elektroniczny, a więc zaspokoi jednocześnie potrzeby tradycjonalistów i rozkochanych w nowoczesnych gadżetach geeków.
W trybie optycznym wizjer działa w typowy dla aparatów dalmierzowych sposób, co oznacza, że świat podglądamy dokładnie z perspektywy okienka przez, które patrzymy. Widzimy więc także zamontowany do aparatu obiektyw, co dla młodszych entuzjastów fotografii będzie lekkim zaskoczeniem. Pomocna w tym przypadku może okazać się ramka wskazująca kadr jaki obejmuje aktualnie optyka obiektywu. Przy zmianie ogniskowej ramka dostosowuje swój rozmiar cały czas podpowiadając, jaki obszar ostatecznie zostanie uwieczniony na zdjęciu. Po naciśnięciu spustu migawki otrzymujemy na moment podgląd finalnej fotografii. Co ważne, pomimo dalmierzowego podglądu wizjer serwuje nam na bieżąco masę przydatnych informacji takich jak, ekspozycja, czas migawki czy histogram. Genialne połączenie tradycji z nowoczesnością.
Po przełączeniu wizjera w tryb elektroniczny widać to do czego większość dzisiaj jest przyzwyczajona, czyli widok "przez obiektyw". Można w tym przypadku stwierdzić, że "jak w lustrzankach", ale byłoby to sporą niesprawiedliwością. Owszem, perspektywa się zgadza, ale - w przeciwieństwie do aparatów wyposażonych w lustro - widzimy przede wszystkim podgląd tego jak będzie będzie wyglądać wykonane przez nas zdjęcie. Oznacza to, że nie tylko mamy wgląd w kadr, ale także w poziom jasności, nasycenia kolorów, głębi ostrości, a nawet efektów artystycznych jeśli tylko takowe wcześniej ustawiliśmy. Dzięki temu na żywo możemy zmieniać manualne ustawienia aparatu i jednocześnie podglądać jak wpływają one na fotografię, którą już za chwilę wykonamy.
Przy okazji wizjera muszę napisać choćby jedno zdanie na temat wyświetlacza, który przecież często pełni podobną rolę. Otóż jest on ogromny, ma bardzo dobrą rozdzielczość (według specyfikacji producenta 1.62 miliona pikseli) i doskonałą widoczność w świetle słonecznym. Właśnie ta ostatnia cecha zrobiła na mnie największe wrażenie, gdyż operując do tej pory różnymi nowinkami fotograficznymi zawsze kończyło się na frustracji wynikającej z faktu, że w plenerze niewiele można było podejrzeć.
Fujifilm X-Pro2, czyli aparat dla pasjonatów fotografii
Dokładnie taki wydałbym werdykt po kilku godzinach obcowania z tym aparatem. Z jednej strony to nowoczesny, upakowany najnowszymi rozwiązaniami technicznymi kawał sprzętu, ale z drugiej ukłon w stronę nostalgii względem fotografii analogowej. W pełni docenią go przede wszystkim osoby, dla których fotografia to coś więcej niż zawód polegający na podglądaniu celebrytów zamawiających kotleta. Umiłowanie do klasycznego sprzętu, ale też przyjemność płynąca z fotografowania to podstawowe warunki by całkowicie zrozumieć sens istnienia X-Pro2. Takie jest przynajmniej moje zdanie :)
PS.
W następnych postach napiszę odrobinę o samych zdjęciach z obu obiektywów, a także jak kręci się filmy. Nie omieszkam też na koniec zdać relacji z samego Jeep Camp, z którego mam nadzieję przywieźć sporą paczkę zdjęć.
PS.
W następnych postach napiszę odrobinę o samych zdjęciach z obu obiektywów, a także jak kręci się filmy. Nie omieszkam też na koniec zdać relacji z samego Jeep Camp, z którego mam nadzieję przywieźć sporą paczkę zdjęć.







Dodaj komentarz