Header Ads

Fujifilm X-Pro2 - zaczynam doceniać elektroniczny wizjer

Zanim napiszę kolejną część testu X-Pro2 wspomnę pokrótce, że coś zaczyna się we mnie zmieniać. Oto ja, zwolennik fotografii lustrzanką, gdzie wizjer pokazuje dokładnie to co widać przez obiektyw, przejawiam delikatne wątpliwości co do swoich dotychczasowych przekonań. No bo jak tu nie wątpić gdy nagle trafia się na wizjer elektroniczny, który daje o niebo większe możliwości? Tak, wiem, to przecież gadżet, który nie jest niezbędny. Tylko, że koniec końców najważniejsze jest zdjęcie, a tenże wizjer pomaga w jego jak najlepszym wykonaniu.

 
Ktoś powie, że przecież tryb automatyczny również, więc może w ogóle wszystko ustawić na AUTO i sprawa załatwiona. Tylko, że tryb automatyczny kombinuje za mnie dobierając parametry tak by zgadzała się jasność zdjęcia, ale za żadne skarby nie domyśli się czy chcę mieć małą czy dużą głębię ostrości lub czy właśnie fotografujemy górski strumyk i chcemy osiągnąć efekt rozmycia wody. Tymczasem elektroniczny wizjer jedynie pokazuje nam jak będzie wyglądało moje zdjęcie finalnie. Ustawiam parametry według własnej wizji, a w wizjerze widzę jak zmienia się przyszłe zdjęcie. Nie muszę więc naciskać spustu migawki by podejrzeć wykonaną fotografię tylko po to by wprowadzić korektę do ustawień. Ot, po prostu klikam w momencie gdy mam pewność, że niczego nie będę musiał zmieniać. Pomijam już lustrzankową migrację oka z cyklu wizjer - wyświetlacz - wizjer - wyświetlacz. Wszystko odbywa się w trybie iście snajperskim. Pełna wygoda, szybkość i skuteczność.

Podsumowując, gdy następnym razem będę słyszał o nowinkach technicznych w fotografii, które "niszczą ducha tego szlachetnego hobby" to dwa razy zastanowię się zanim pokręcę nosem.

1 komentarz

Anonimowy pisze...

cholera, znajomy zachwala od roku swoje bezlustro a ja patrze na niego z politowaniem. Jeszcze sie okaze ze to ja jestem ten glupszy.

PS bardzo fajnie napisane teksty

Obsługiwane przez usługę Blogger.