Header Ads

Fujifilm X-Pro2 - test cz.2

Nie zdradzę Wam zakończenia. Nie napiszę na wstępie czy ten aparat zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Lubię thrillery, więc będę stopniował napięcie skrupulatnie rozkręcając fabułę.Oczywiście jeśli chcecie, możecie przewinąć do końca i sprawdzić czy zabił kamerdyner, ale wtedy odbierzecie mi sens napisania całego tekstu. Dobra, dość tych filmowych nawiązań...

Wygoda obsługi, czyli X-Pro2 w akcji

Podczas testów miałem okazję udać się w teren. Pierwszym razem zupełnie z własnej inicjatywy, a drugim z okazji Jeep Camp, o którym pisałem przed tygodniem. To drugie wydarzenie opiszę jeszcze w osobnym poście, ale o samych wrażeniach z użytkowania wysmaruję już teraz.

X-Pro2 nie jest zbyt dużą konstrukcją, a przy tym dość znacząco ograniczono gabaryty gripa przez co miałem uzasadnione obawy, że w praktyce może to powodować pewne utrudnienia. Tym bardziej, że gdy już udaję się z aparatem w teren to zazwyczaj ganiam za samochodami po rowach, drzewach, krzakach, a czasem nawet bagnach. Preferuję w związku z tym wyraźnie zaznaczony uchwyt, który umożliwia nieskrępowane machanie sprzętem niczym James Bond swoim Waltherem PPK. Stąd dość zaskakujący okazał się fakt, że podczas Campu, gdzie skutecznie musiałem wykonywać uniki przed nadlatującym spod kół Jeepów błotem, X-Pro2 pozwolił o sobie zapomnieć. Nie, nie zostawiłem go w krzakach, po prostu okazał się być całkiem naturalnym przedłużeniem ręki i nawet z zamocowanym obiektywem 50-140 nie przysparzał zmartwień. Bez trudu mogłem skupić się na szukaniu kadru, zwalnianiu migawki i ewakuacji celem zachowania choćby pozornej czystości ubrania.

Podobnie rzecz się miała w przypadku wprowadzania wszelkich zmian ustawień. Co prawda pisałem już o tym w pierwszej części testu, ale co innego pokręcić sobie pokrętłami, a co innego reagować na zmiany sceny w czasie rzeczywistym. Pomimo, że obiekty (czytaj: Jeepy) jechały jeden za drugim nie miałem problemów ze zmianą parametrów pomiędzy kolejnymi załogami. Co ważne, a może nawet najważniejsze - elektroniczny wizjer umożliwił mi idealne dobranie ustawień, dzięki czemu późniejsza korekcja zdjęć była praktycznie zbędna, a przecież warunki fotograficzne nie były wcale takie oczywiste (trasa przejazdu zamknięta w cieniu pośród drzew, a kilka metrów dalej palące Słońce). W efekcie z wyprawy przywiozłem komplet wzorowo naświetlonych fotografii.

Autofocus - niewidzialny przyjaciel

Muszę przyznać, że firma Fujifilm nie mogła mnie chyba bardziej połechtać niż produkując moduł AF, który tak doskonale sprawdza się w fotografii akcji. Ustawienie na tryb ciągły z wielopunktowym śledzeniem - mówiąc kolokwialnie - zrobiło mi dzień. Nie ważne z jaką prędkością nadciągał Jeep, nie ważne jak bardzo rozpryskiwało wodę z kałuż, ani jak niewiele światła wpadało do sceny, ostrość była zawsze tam gdzie chciałem. Przy okazji szalejące w wizjerze zielone kwadraty na żywo udowadniały jaką pracę w ułamkach sekund wykonuje procesor autofocusa.

Zresztą podobnie było kilka dni wcześniej gdy nad jednym z dolnośląskich jezior postanowiłem zmierzyć się z przelatującą w pobliżu brzegu mewą. Pomimo maksymalnej ogniskowej (140mm) X-Pro2 nie zgubił obiektu, a końcowe zdjęcie to przysłowiowa "żyleta".

Filtry imitujące filmy Fujifilm 

Nie samą akcją jednak człowiek żyje. Chodzą słuchy, że istnieją też fotografie bardziej statyczne, więc wziąłem na warsztat  m.in. mury, których prędkość poruszania się znacznie odbiega od tej rozwijanej przez samochody. X-Pro2 oferuje ciekawy zestaw filtrów, których zadaniem jest symulowanie efektów jakie dają słynne filmy Fujifilm takie jak Provia, Velvia, czy Acros. Dzięki nim  bez późniejszej obróbki uzyskamy korekcję kolorystyczną, która pomoże nadać fotografii specyficznego klimatu. Oczywiście jeśli fotografujemy w RAW efekty będą widoczne jedynie w aparacie. By je zachować trzeba wykonane zdjęcie zapisać w JPG, co umożliwia jedna z opcji w menu. Poniżej próbki.












Jak widać każdy znajdzie coś dla siebie. Usatysfakcjonowani będą nie tylko wielbiciele intensywnych kolorów, ale też minimaliści lubujący się w wypranych barwach, fotografii czarno-białej lub sepii. A jak z filtrami prezentuje się bardziej wakacyjne widoki?













Warto w tym miejscu podkreślić, że każdy z tych filtrów możemy wykorzystać również w trybie filmowania. To nie lada gratka dla tych, którzy chcą nadać swoim klipom bardziej filmowy charakter bez konieczności bawienia się w color-grading materiału, który nie dość, że zazwyczaj nie jest dostępny w amatorskich programach do obróbki wideo to jeszcze bywa procesem o wiele bardziej skomplikowanym od edycji kolorystycznej zdjęć.

Jakość zdjęć na wysokim ISO

Chyba nie ma bardziej kontrowersyjnego tematu przy okazji testów aparatów fotograficznych od szumów na wysokich czułościach. Dla jednych to podstawowy wyznacznik przydatności sprzętu, dla innych powód do kpin, bo przecież "prawdziwy fotograf szuka światła" i żadnym ISO powyżej 400 nigdy się nie zhańbi. Nie zmienia to faktu, że Fujifilm X-Pro2 oferuje możliwość ustawienia ISO na maksymalnym poziomie 25600, co pozwala zadać pytanie na ile jest to wartość marketingowa, a na ile użyteczna. Poniżej zdjęcia testowe.

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 100
ISO 100

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 200
ISO 200

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 400
ISO 400

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 640
ISO 640

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 800
ISO 800

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 1000
ISO 1000

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 1600
ISO 1600

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 2500
ISO 2500

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 3200
ISO 3200

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 4000
ISO 4000

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 5000
ISO 5000

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 6400
ISO 6400

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 8000
ISO 8000

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 10000
ISO 10000

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 12800
ISO 12800

Fujifilm X-Pro2 - Test ISO 25600
ISO 25600

W momencie gdy po raz pierwszy zobaczyłem ostatnie zdjęcie na mojej twarzy musiała pojawić się bardzo groteskowa mina. Nie wiedziałem bowiem czy namieszałem coś w ustawieniach aparatu, czy program do wywoływania RAW-ów czegoś przypadkiem nie ulepszył, albo podmienił. Rzut okiem na parametry pliku rozwiał moje wątpliwości. Nawet przy czułości o tak absurdalnie wysokiej wartości jak 25600 poziom szumów jest niższy niż w przypadku lustrzanek z 2010 roku na ISO 800. Pierwsze, zauważalne ziarno pojawia się na poziomie ISO 6400, ale ma ono tak drobną strukturę, że nawet przy wartości 10000 zdjęcie wciąż jest użyteczne. Przy maksymalnej wartości ISO nadal możemy wykorzystać fotografię do wydruku w formacie A4, choć tu degradacja szczegółów jest wyraźna i raczej nie polecam w tym przypadku kadrowania czy powiększania.


Tryb filmowy w Fujifilm X-Pro2 

Aparat umożliwia nagrywanie wideo w rozdzielczości full HD z maksymalną prędkością 60 FPS bez przeplotu. To dobra wiadomość dla takich jak ja :) Uchwycony ruch jest bardziej płynny, a poza tym zawsze istnieje możliwość uzyskania efektu slow-motion, co w przypadku kręcenia klipów związanych ze sportami motorowymi jest cechą szczególnie pożądaną. Szkoda, że nie zdecydowano się na zaimplementowanie przy tej okazji opcji nagrywania filmów nieskompresowanych, co w zastosowaniach bardziej profesjonalnych byłoby bardzo pomocne. Zastosowany kodek H.264 jest dosyć uciążliwy w montażu i często konieczne okazuje się dekompresowanie materiału (np. za pomocą programu MPEG Streamclip), co przy dużej ilości klipów może trwać kilkadziesiąt minut, a czasem i dłużej.

Na szczęście sensor, podobnie jak w przypadku zdjęć, radzi sobie doskonale i rejestrowany obraz wideo jest bardzo plastyczny i bogaty w szczegóły, a kolory dobrze nasycone i naturalne.Ale o tym w następnym odcinku :)

Brak komentarzy

Obsługiwane przez usługę Blogger.